Blogger Widgets

Józef Haller (1920)

10 lutego wczesnym rankiem wyruszył mój pociąg specjalny przez Grudziądz, Tczew, Gdańsk, do Pucka, na wszystkich stacjach owacyjnie witany. Od Grudziądza jechał ze mną przedstawiciel rządu minister spraw wewnętrznych S.Wojciechowski. W Gdańsku nastąpił dłuższy postój, ponieważ polska ludność ze starostą Wybickim na czele zgotowała nam na dworcu manifestacyjne przyjęcie.Starosta Wybicki wręczył mi dwa platynowe pierścienie dla zaślubin Rzeczypospolitej Polskiej z Bałtykiem.

Dopiero przed pierwszą po południu dotarł pociąg do Pucka, gdzie mimo późnej godziny i deszczu ludność oczekiwała w porcie koło ołtarza. Tam wkrótce dziekan frontu pomorskiego ks. płk Wrycza celebrował Mszę św. zakończoną „Te Deum”. Drobny deszczyk nie przeszkadzał zupełnie, a Kaszubi twierdzili, że tak zawsze Bóg błogosławi rybakom, jak wyjeżdżają na dobre połowy. Po Mszy św. przy salutach armatnich i odegraniu hymnu polskiego morska bandera polska wzniosła się na maszt. Dotychczasowy strażnik wybrzeża rybak kaszubski z jedyną bronią, wiosłem u boku, oddawał straż w ręce marynarza polskiego.

Stojąc pod banderą oświadczyłem w krótkim przemówieniu, żeśmy wrócili nad morze i że Rzeczpospolita Polska staje się znowu władczynią na swoim Bałtyku, na znak czego – zaślubin Polski z Bałtykiem – rzucam w morze pierścień ofiarowany przez polską ludność Gdańska, który znowu będzie polskim. Za tym pierścieniem pobiegło po lodowej tafli kilku Kaszubów, lecz żaden z nich nie mógł uchwycić pierścienia, który wiernie połączył się z wodami Bałtyku, a na moje zapytanie:
—_Czemuście go nie chwycili? – odpowiedzieli proroczo:
— Będziemy go mieli w Szczecinie.

Bardzo mnie to ujęło, gdyż wyczuwaliśmy, że Puck to nie pełne morze, a tylko małe okienko na nie, co też wyraziłem tego samego dnia na bankiecie w Domu Zdrojowym, w którym wziął także udział przybyły z Warszawy wice-premier Witos, który zadeklarował pewną sumę na rozbudowę portów na Bałty-ku. Następnego dnia, 11 lutego, wyjechałem z Gdyni, gdzie nocowałem w jedynym wówczas murowanym domu piętrowym, należącym do emerytowanego księdza Polaka, a noszącym nazwę „Stella Maris”. Wraz z wojewodą Łaszewskim wyjechałem samochodem w towarzystwie admirała Porębskiego i gen. Lamezana, aby zwiedzić całe wybrzeże Bałtyku od Wielkiej Wsi aż po Jastrzębią Górę. W Wielkiej Wsi mniej więcej w tym miejscu, gdzie obecnie jest osada Hallerowo, wypłynęliśmy na morze małym motorowym kutrem rybackim o niemieckiej jeszcze nazwie „See Stern”, a lądowaliśmy w tym miejscu, gdzie obecnie jest port Władysławowo. Z powodu braku przystani byliśmy wynoszeni przez rybaków na ich plecach.

Stanąwszy na lądzie byliśmy przyjęci przez delegację wiejską z p. Torlińskim i Detlafem na czele, którzy nas poprowadzili pod pięknie ustrojoną i przybraną flagami bramą, gdzie dzieci wiejskie odśpiewały pieśń „Gwiazdo Morza”, a potem cała ludność zaśpiewała „Boże coś Polskę”.
Z zadziwieniem spostrzegłem artystę-malarza Fałata, którego nie widziałem od 1917 r. Tutaj stanął z omszałą butelką starego tokaja i sprezentował mi pierwszy kieliszek, który wypiłem na cześć Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Wręczyłem następnie pełny kieliszek nieodstępującemu mnie wspaniałemu rybakowi Piperowi. Długo się przyglądał złotemu kolorowi wina, dopiero jak powiedziałem: „Niech żyją Kaszuby”, on wypił kropelkę, potrząsnął głową i powiedział:
—_Szmaka za więcej! – co ja podchwyciłem i dodałem:
—_Nam wszystko szmaka za więcej tego morza, bośmy dostali tu małe okienko, a nam potrzeba szerokich wrót! Zostało to przyjęte żywymi okrzykami: „Niech żyje morze polskie!”.
Po przejechaniu wzdłuż całego wybrzeża przez Chłapowo ku Jastrzębiej Górze, ostatniej miejscowości najdalej wysuniętej na zachód, podążyliśmy przez Redę do Gdyni.

Źródło: Józef Haller, Pamiętniki, Londyn 1964, s. 216-219.
Opublikowane także: Archiwum Morskie Eugeniusza Kwiatkowskiego, Gdynia 2009